Weekend w lodówce
 

Napisany przez olka ferenc, z 10-07-2012 21:44


Lato niekoniecznie oznacza konieczność schowania snowboardu do szafy/piwnicy/garażu.. Oto jak można uniknąć przykrej przerwy międzysezonowej. ENJOY:)
  
20120708_4.jpg
Przygnieciona sesją i remontem nie zauważyłam, że Piotr cierpi na syndrom przedwczesnego odstawienia deski, to jest zbyt krótkiego sezonu. Kiedy wreszcie uporałam się z egzaminami, a remontowy chaos przybrał z grubsza zorganizowaną formę, Piotr podjął męską decyzję i wyznał, że marzy mu się wyjazd do Snow Areny w Druskiennikach. Z radością porzuciłam tynki, gładzie, podłogi i szpachle na rzecz weekendu na Litwie. Wyruszyliśmy w piękną czerwcową sobotę. Szosa do granicy wiła się niczym spłoszony zaskroniec, omijając większe i mniejsze jeziora i pagórki. Po wjeździe na Litwę, próbując wyznaczyć ortodromę do Druskiennik, wpakowaliśmy się w drogę 10 kategorii, pamiętającą niechybnie czasy Giedymina. Ostatecznie, spóźnieni o zaledwie pół godziny, dojechaliśmy do naszego hotelu. Pośpiesznie zmieniliśmy ciuchy na zestawy bojowe i pojechaliśmy do hali.
 Snow Arena jest położona tuż obok Druskiennik, niecałe 10 minut samochodem. Już z daleka zrobiła
20120708_3.jpg
 na nas spore wrażenie. Nie umiałam zdecydować, czy taka wielka stalowa konstrukcja pasuje do otaczającego ją lasu jak przysłowiowa pięść do nosa, czy też jest przykładem śmiałej myśli architektonicznej. Nie sposób jednak odmówić właścicielom pełnego profesjonalizmu w organizacji całego przedsięwzięcia. W pięknym, przeszklonym atrium umieszczono kilka kas, sklep sportowy i niezłą knajpę z ogródkiem, w którym ustawiono batut. Po przejściu przez bramki zobaczyliśmy ogromną wypożyczalnię sprzętu, równie duże szatnie ( po cholerę przebieraliśmy się w hotelu??!!), prysznice itepe. Po przejściu kolejnych bramek weszliśmy do hali i od razu pożałowałam swojej decyzji włożenia lekkiego softshella. Zimno było jak w psiarni u Eskimosów, co zmusiło mnie do wyjątkowo rzetelnej rozgrzewki. Śnieg chociaż sztuczny, całkiem nieźle zwiózł nas do krzesełka, skąd najlepiej mogliśmy ocenić jak wygląda całość. Stok podzielony jest na dwie części – główną zjazdową oraz położony na całej długości trasy snowpark. W górnej części znajduje się sekcja przeróżnych boksów, rurek i innych niebezpiecznych dla snowboardzisty konstrukcji. Nam najbardziej spodobało się coś w rodzaju odwróconego banana . Niżej usypano dwie linie hopek. Najpierw średnie, ale z dość stromym lądowaniem, potem jedna mikro i jedna średnia z normalnym lądowaniem, a na koniec jedna spora i jedna, której się bałam. Na deser można się przymierzyć do wall-ride’a. Bawiło się tam sporo ludzi, poznaliśmy instruktora z Wa-wy, który skakał przepiękne backflipy (a może corki, nie znam się:)) . Z uwagi na zimno robiliśmy częste przerwy, w czasie których ja grzałam się w ogródku, a Piotr katował batut.
dsc_0111.jpg
Wieczorem, zmarznięci i głodni, ale nadzwyczaj zadowoleni z życia postanowiliśmy ruszyć w miasto. Centrum Druskiennik to miks starych i nowych willi, cerkwi i hoteli, w większości bardzo ładnych i zadbanych. Spacerując po mieście dotarliśmy do placu, którego centralnym punktem była pluskająca w rytm muzyki, mieniąca się różnymi kolorami fontanna, otoczona tłumem ludzi. Grupki dzieci biegały dookoła chlapiąc wodą na siebie nawzajem i wszystkich innych. Emeryci godnie oglądali widowisko z ławeczek. Osoby z zacięciem reporterskim i szmerglem fotograficznym, chroniąc sprzęt przed wszechobecną wilgocią fociły bez końca, chyłkiem przemieszczając się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu idealnych ujęć. Spędziliśmy tam cały wieczór, wyrywając sobie aparat…
Niedzielny poranek przywitał nas widokiem dziarsko maszerujących w stronę Snow Areny parki lokalesów z deskami przypiętymi do plecaków. Czym prędzej wyszarpałam z walizki wszystkie co cieplejsze ciuchy mogące zapewnić mi przetrwanie w lodówce. Tym razem skorzystaliśmy z wypasionych szatni. Wbiwszy się z niejakim trudem w dwa komplety bielizny termicznej, z bojową pieśnią na ustach ruszyłam do ataku na hopki, w przerwach katując mój ulubiony flat trick. Piotr, widać mocno zmotywowany, postanowił skakać na największym kikerze. Szybko przestawiłam się na pozytywne myślenie, bo przypomniało mi się, że nie mamy ubezpieczenia. Piotr najwyraźniej o ubezpieczeniu nie myślał, bo bez kompleksów ładował się na tego potwora. Po udanej sesji w hali postanowiliśmy ostatecznie się dopieścić i pojechaliśmy do położonego niedaleko aqua parku, gdzie spędziliśmy kilka godzin szalejąc na wszystkich dostępnych zjeżdżalniach i wylegując się w jaccuzzi. Na grande finale urządziliśmy sobie tradycyjną ucztę w basenowej knajpie, niestety bez genialnego litewskiego piwa, bo czekał nas powrót do domu. Zgodnie przyznaliśmy Druskiennikom pięć gwiazdek w naszym prywatnym rankingu miejsc które trzeba odwiedzić, do czego serdecznie Was drodzy czytelnicy namawiamy. Może by tak w ramach wrześniówki? Albo sierpniówki?:)
   

Komentarze użytkowników  
 

Średnia ocena użytkownika

 

Pokaż 2 z 2 komentarzy

Napisany przez: k-zik () z 11-09-2012 19:08

Napisany przez: k-zik z 11-09-2012 19:08

na jakim rowerze jechałeś ?

 

» Poinformuj administratora o tym komentarzu

» Odpowiedz na komentarz...

Napisany przez: usterki () z 19-07-2012 16:33

Napisany przez: usterki z 19-07-2012 16:33

Fajna recka :) Szkoda, że moje dziewcze nie ma takiej zajawy na snb. Też byłem kilka razy w Druskiennikach, zdecydowanie polecam!

 

» Poinformuj administratora o tym komentarzu

» Odpowiedz na komentarz...

Pokaż 2 z 2 komentarzy



Dodaj swój komentarz
Nazwa
Komentarz
 
Dozwolone liczba znaków: 600
 
  Mathguard security question:
TBJ         5IU      
  7    U    6     TON
  E   EAP   RTY      
  E    A    B W   WI7
  B         OJT      
   
   



mXcomment 1.0.7.::.Polish Version - JoomlaPL.com Team © 2007-2017 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved