Źlebem poszukiwaczy skarbów,czyli witaj przygodo,czyli cud,miód,malina i orzeszki
 

Napisany przez Wujek, z 21-03-2009 18:49


Oj działo się moi mili. Dwudniowa wyprawa na Królową Beskidów okazała się prawdziwym, ciężkim testem dla wszystkich.
 
Duże odległości przebyte z dechami na plecach, przecudny zjazd z Babiej na stronę Słowacką, przy oknie pogodowym, impreza urodzinowa Milasa w Slanej Vodzie i następny dzień: piekielne podejście we mgle i śnieżycy na Małą Babią - czyli typowe Backcountry.
Wyszliśmy dosyć późno z Zawoi Markowej, ale jak się okazało na styk, pogoda dopisywała, prawdziwa "lampa". Szło się dość ciężko, szlak co prawda był przetarty, ale dzień przed spadło 30 centów świeżego puchola. Zahaczyliśmy o Markowe Szczawiny i dostaliśmy fachowe porady Pana Edka ;), na samej Babiej byliśmy o 15.... już troszkę zmęczeni. Przypięcie dech iiiii jazda w dół.
 
Jak się okazało nikt nie zjeżdzał na stronę braci Słowaków, więc co chwilę trwały konsultacje jak by tu zjechać i gdzie. Po przejechaniu pięknej, odkrytej polany, wpadliśmy w las, mega jazda między drzewakmi po dużym spadku dawała nam sporo frajdy, jazda zakończyła się u podnóża pięknych ścianek o wypaśnym nachyleniu. (next time)  - Od tej pory zaczeła sie jazda po szlaku, gdzie miejscami musieliśmy odpinać dechy. W Slanej byliśmy tuż po 18.... z zajebistym uśmiechem na twarzy ( prawie wszyscy). Wcinaliśmy Prażony Syr popijając Martinerem i Mnichem. W domkach w Slanej zaczęła się impreza, nie będę jej opisywał, ale teksty Prezesa w stylu "Prawdziwi faceci pierdzą przy laniu" sprawiły, że impra była przednia.
Następnego dnia ustaliliśm,y że podejdziemy na Małą Babią, tak też się stało, ale powiem szczerze że wyszedłem tam siłą woli. Pogoda niestety się pogorszyła, zjazd i podejście odbywał się przy mgle i opadach śniegu. Puszek był w takich ilościach, że na prawdę można było się zakopać po pachy  Zjazd przez lasek do Markowej był testem na zgranie ekipy. Wspólnymi siłami daliśmy radę.

Warto też odnotować że na wyprawie mieliśmy nową adeptkę w ekipie, dla której było to całkowicie nowe zetknięcie z taką formą snowboardu, jakim jest dzikie backountry... Mimo
jej doskonałych umiejętności jazdy po trasie ogromna ilość babiogórskiego puchola i gęstość drzew sprawiała jej znaczne trudności. Wszystkie te niedogodności przełożyły się na jej negatywne pierwsze wrażenie...

      

   

Komentarze użytkowników  
 

Średnia ocena użytkownika

 

Pokaż 2 z 2 komentarzy

Napisany przez: Domin () z 25-03-2009 22:56

Napisany przez: Domin z 25-03-2009 22:56

Walcie się na ryj ;)

 

» Poinformuj administratora o tym komentarzu

» Odpowiedz na komentarz...

Napisany przez: vasya () z 23-03-2009 20:38

Napisany przez: vasya z 23-03-2009 20:38

Coś za szybko się ta adeptka poddaje? A może jej istruktor freeride'u się nie popisał?  
Nie wchodząc w szczegóły, wyjazd wymagał znacznych umiejętności jazdy w puchu między gęstymi drzewami, co przeniosło się na znikomą przyjemność dla uczących się tej trudnej, ale jakże wdzięczniej sztuki mykania między drzewkami ;p 
 
PS. Adeptko, głowa do góry, nie odrazu Kraków zbudowano...!

 

» Poinformuj administratora o tym komentarzu

» Odpowiedz na komentarz...

Pokaż 2 z 2 komentarzy



Dodaj swój komentarz
Nazwa
Komentarz
 
Dozwolone liczba znaków: 600
 
  Mathguard security question:
UEW         HHK      
  4    L    9 A   O9E
E4D   F5N   M R      
  8    4    M H   N66
NS6         Y5H      
   
   



mXcomment 1.0.7.::.Polish Version - JoomlaPL.com Team © 2007-2017 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved